BlogNamibia

Różowo mi… czyli flamingi i inne atrakcje / I feel pink… or flamingos and other attractions

posted by ComeAnn Sierpień 30, 2013 2 Comments
DSC_7205

Czy wiecie, czym tak naprawdę jest „zwrotnik”? Według definicji jest to równoleżnik ziemski, nad którym Słońce zawraca w swym pozornym rocznym ruchu po niebie.

Wędrujące Słońce dociera w pewnym momencie do zwrotnika półkuli południowej, czyli Zwrotnika Koziorożca. Moment ten nazywamy przesileniem zimowym, ponieważ rozpoczyna on astronomiczną zimę na półkuli północnej. Jego nazwa pochodzi od gwiazdozbioru, w którym Słońce znajdowało się przed 2000 lat.

Dzisiejszego dnia, przemierzając pustynno-górzysty krajobraz Namibii, dojeżdżam nagle do miejsca, gdzie z kończącego się jedynie horyzontem piasku wyrasta nagle wielki znak drogowy, oznajmiający, że oto właśnie przekroczyłam Zwrotnik Koziorożca. Takie buty! :)

DSC_7131

Oprócz stojącej na środku pustkowia tablicy informacyjnej, nic więcej nie zauważam. Robię pamiątkowe zdjęcie i ruszam w dalszą drogę. A wtedy… dopiero zaczyna się dziać! Mój aparat totalnie wariuje. Samowolnie przełącza się pomiędzy manualnymi i automatycznymi pomiarami ostrości, a auto-focus całkiem odmawia współpracy. Po kilku godzinach niepokoju i najrozmaitszych próbach naprawy w końcu wszystko wraca do normy. Oddycham z ulgą, bo właśnie zbliżam się do miejscowości Walvis Bay, gdzie czeka na mnie fantastyczna fotograficzna niespodzianka – tysiące flamingów.

Walvis Bay, położone w Namibii zachodniej, to najważniejszy port oraz trzecie co do wielkości miasto kraju. Samo miasto jest niepozorne, jednak zatoka jest niezwykła, różowo-niebieska, pełna fruwających i dostojnie stąpających po nabrzeżu ptaków. A jest ich tutaj naprawdę dużo, bo około 16 tysięcy!

DSC_7197

DSC_7210

DSC_7224

DSC_7190

DSC_7243

DSC_7232

Kolejny przystanek to Swakopmund. Zabrzmiało po niemiecku? I tak miało być. To miejsce, które swoją „niemieckością” zdaje się przewyższać nawet same Niemcy. Ulice pod kątem prostym, wszystko równiutkie, zaplanowane, wystrzyżone i wygładzone. Niemiecka architektura z lat dwudziestych dodaje uroku temu nadbrzeżnemu kurortowi i powoduje, że czas staje w miejscu. Możemy bez poczucia winy zapomnieć o dzikim pędzie współczesnego świata i chłonąć oceaniczną bryzę oraz delektować się wyśmienitymi owocami morza w kilku naprawdę godnych polecenia restauracjach.

DSC_7251

DSC_7255

DSC_7274

Mamy też możliwość skorzystania z miejscowych atrakcji, takich jak jazda quadami po wydmach czy skok ze spadochronem (bardzo chciałam skoczyć, jednak ceny szybko poskromiły mój zapał…) oraz przede wszystkim dwa noclegi w pokoju hotelowym z wygodnym łóżkiem i ciepłym prysznicem. Witaj cywilizacjo! :)

Pierwszego wieczoru wszyscy razem wybieramy się na kolację do lokalnej restauracji, gdzie zamawiamy z M. ogromny talerz owoców morza i butelkę idealnie schłodzonego białego wina. Jest pięknie! Wieczór nabiera rozpędu, więc w końcu lądujemy w nocnym klubie, gdzie podbijamy parkiet, tańcząc i bawiąc się wyśmienicie. W końcu zostają tylko najwytrwalsi, a zabawa przenosi się na dziedziniec naszej lodge’y. Razem z R. śpiewamy na dwa głosy Stare Dobre Małżeństwo (czyli polską poezję śpiewaną), co daje ciekawe połączenie…Weźmy pod uwagę, że znajdujemy się jakieś 11 tysięcy kilometrów od domu, w afrykańskim miasteczku nad Oceanem Atlantyckim, które jednak wydaje się być całkowicie niemieckie… :)

Następnego dnia w końcu śpimy dłużej niż do 5 rano. Godziny mijają na przyjemnej włóczędze po miasteczku, spacerze po molo, wysyłaniu kartek pocztowych (przyznać się, kto dostał?) i kupowaniu pamiątek. Do tego lunch z widokiem na ocean i kolacja w „Kuckis Pub – Seafood and Grill Restaurant”, gdzie objadamy się grillowanymi ostrygami zapieczonymi pod żółtym serem i stekiem z rekina. Jest jak na prawdziwych wakacjach – cudowne nicnierobienie i totalny luz. I mimo braku wakacyjnej pogody, pobyt w Swakopmund będę zawsze wspominać jak krótkie wczasy w afrykańskim (a może niemieckim?) kurorcie, gdzie bawiłam się do późna i jadałam do syta. Przypomnę sobie te momenty, kiedy podczas mroźnej polskiej zimy będę odśnieżać samochód lub ogrzewać się gorącą herbatą, leżąc pod kocem z książką o Afryce…

DSC_7257

DSC_7261

DSC_7264

DSC_7273

DSC_7276

DSC_7253

Kolejnego dnia pora ruszać w dalszą drogę. Jedziemy w kierunku Spitzkoppe, rejonu zwanego potocznie „Materhornem Namibii”, gdzie granitowe szczyty mające niekiedy ponad 700 milionów lat wyrastają z pustyni Namib na wysokość nawet 1800 m n.p.m. Góra Spitzkoppe (1800 m n.p.m.) nie jest jednak najwyższym szczytem Namibii – jest nim Königstein (Konigstein) o wysokości 2 573 m n.p.m., który znajduje się w Brandbergu, niedaleko miasteczka Uis.

DSC_7279

DSC_7288

DSC_7284

DSC_7297

DSC_7287

Na początku XX wieku na tych terenach zostały odkryte pradawne malowidła naskalne buszmenów, przedstawiające sceny polowań, ludzi i dziką zwierzynę. Najbardziej znane miejsca, gdzie zachowały się obrazy z dalekiej przeszłości, to „Bushman Paradise” i „Small Bushman Paradise”. Ja odwiedzam to drugie. Oglądam malowidła, słucham opowieści przewodnika i robię zdjęcia. Po krótkiej zadumie wracam do obozu, bo słońce szybko zachodzi, a dziś nie ma już luksusów. Czeka mnie kolejna noc bez elektryczności i bieżącej wody, za to pomiędzy zatopionymi w ciszy, pięknymi i dzikimi górami, gdzie wieczorem można się wsłuchać w bicie własnego serca.

Tej nocy, podziwiając afrykańskie niebo, zobaczyłam spadającą gwiazdę! Jak myślicie, jakie życzenie sobie pomyślałam…?

•••

Do you know what „the tropic” really is? According to the definition it is the circle of latitude on the Earth that marks the most northerly or southerly position at which the Sun may appear directly overhead at its zenith.

The wandering Sun reaches at some point the Tropic of Southern Hemisphere, that is the Tropic of Capricorn. This moment is called Winter Solstice because it begins the astronomical winter in the Northern Hemisphere. It was named after the constellation in which the Sun was 2000 years ago.

Today, as I traversed through the desert, mountainous landscape of Namibia, I suddenly reached a place where above the sandy horizon suddenly sprouts up a huge road sign announcing that I have just crossed the Tropic of Capricorn. Amazing! :)

Besides his bulletin bard standing in the middle of nowhere I do not spot anything else. I take a photograph and move forward. And then… strangest things happen one after another! My camera goes totally crazy. It starts switching between manual and auto focus measurement by itself and eventually the AF completely refuses to cooperate. To my relief, after a few hours of anxiety and numerous fixing trials everything’s back to normal. Right in time as we are just approaching Walvis Bay where I find a magnificent photographic surprise – thousands of flamingos.

Walvis Bay, located in the western Namibia, is the most important harbour and the third largest city in the country. The city itself is rather modest, however, the bay is extraordinary, pink-blue, full of flying and treading birds. There’s really a lot of them, some 16 thousands!

The next stop is Swakopmund. Sounds German? It was supposed to! It is a place where everything with its „germanity” surpasses even the Germany itself. The streets at right angles, all even planned, trimmed and smooth. The German architecture from the 20’ adds beauty to the coastal resort and makes the time still. We can carelessly forget the rush of the modern world, breathe in the ocean breeze and savour delicious seafood at some really commendable restaurants.

We have also the opportunity to enjoy the local attractions such as ATV riding in the dunes and skydiving (I really wanted to try it but the prices dampened my enthusiasm…) and above all two nights in a real hotel room with a comfortable bed and hot shower. Civilization, welcome back! :)

The first evening we go all together to a local restaurant where, together with M,, we order a seafood plate and a bottle of perfectly chilled white wine. It is so beautiful! The evening starts to go with a swing and we ed up in a night club where we raise the dance floor, dancing and having a great time. In the end only the strongest remain and the party moves to the courtyard of our lodge. Together with R. we sing SDM (Polish sung poetry) which sounds really interesting… Bear in mind that we are some 11 thousands kilometres from home, in the middle of an African town at the Atlantic Ocean which actually seems to be completely German… :)

The following day we can sleep longer than till 5 a.m. – eventually. The hours pass by pleasantly as we wander around the city, the molo, send the postcards (hands up, who received one!) and buying souvenirs. Then we have lunch with view at the seaside and, later, supper in „Kuckis Pub – Seafood and Grill Restaurant” where we gorge ourselves with grilled oysters with cheese and a shark steak. Like on real vacation – doing nothing and absolute chill-out. And in spite of the lack of holiday weather I will always remember my stay in Swakopmund as a short vacation I the middle of African (or maybe German?) resort, where I would have fu until late in the night and indulge myself with delicious food. I will remember these moments when, in the middle of Polish winter, I will remove snow from my car or warm myself up with a cup of hot tea, covered with a blanket and with a book about Africa on my lap…

The next day we hale to move on. We head towards Spitzkoppe, the region called “Matterhorn of Namibia” where the granite peaks, reaching over 700 millions of years, grow out of the Namib Desert to heights of up to 1800 m above sea level. It’s not the Spitzkoppe mountain (1800 m above the sea level) that is the highest peak of Namibia – but the Königstein (Konigstein), 2 573 m above the sea level, located in Brandbergu, near the town of Uis.

In the beginning of XX century in these areas were discovered ancient Bushmen rock paintings depicting hunting scenes, people and wild animals. The most well-known places, where the pictures from the past were preserved, are the “Bushman Paradise” and “Small Bushman Paradise” I visit the second one. After a short meditation I go back to our camp as the sun sets quickly and there are no more luxuries this night. I will have another night without electricity and running water but among the beautiful, wild mountains, submerged in silence, where I can listen to my own heart, undisturbed…

This night, admiring the African sky, I saw a falling star! What do you think was my wish…?

You may also like

  • http://plecakiwalizka.wordpress.com/ Plecak i walizka

    Jejku, zawsze marzyłam o wyjeździe do Namibii, a teraz Twoje zdjęcia jeszcze bardziej mnie do tego zachęcają! Chyba czas spełniać marzenia! :)

    • comeann

      Polecam gorąco, jak na Afrykę przystało 😉 Namibia jest naprawdę niesamowita, a na spełnianie marzeń nigdy nie jest za późno. W razie co służę radą. Pozdrawiam!